poniedziałek, 21 grudnia 2015

Od Caroline CD Rayan'a

Założyłam ręce na biodra, w jednej trzymając kurczowo swoje narzędzie i z przymrużonymi oczami spoglądałam na chłopaka, który w spokoju palił papierosa. Po chwili podniósł głowę, chowając zapalniczkę do kieszeni i wypuścił dym. Kąciki moich ust podniosły się w złośliwym uśmiechu.
-Mnie w niczym, ale przecież dziś rak płuc to normalna choroba- odwróciłam wzrok w kierunku dokąd uciekł chłopak.
Usłyszałam ciche parsknięcie ze strony rozbawionego towarzysza.
-Się grzeczna znalazła, a chłopcu to nożem groziła, bo jej zwinął klucz francuski- pokręcił głową i zrobił to samo co ja, odwracając się w przeciwną stronę.
-No tak, przecież zawsze mogę ukraść kolejny. Idź może komuś sprzedaj działkę, zarób coś, przyjdź się napić i idź spać. Taka rada na życie- odezwałam się, patrząc w niebo.
Nadchodziły ciemne chmury, zapowiadające kolejną śmiercionośną dla roślin ulewę kwaśnego deszczu. Pojawił się zimny wiatr, wiejący od zachodu. Chłodny, ale przyjemny.
Pies Rayan`a znów zaczął szczekać na nie wiadomo co, lecz ton był raczej ostrzegający. Odwróciłam głowę w stronę skąd dochodził odgłos. Chłopak nadal stał w tym samym miejscu, nie ruszając się z niego, lecz z czujnym okiem spoglądał przed siebie. W końcu z jego gardła wydobył się chrapliwy dźwięk.
-Idź za budynek- momentalnie jego sylwetka przemknęła obok mnie i zniknęła w cieniu. Pies razem z nim.
Obejrzałam się za siebie i zakładając kaptur na głowę, o dziwo robiłam to co polecił mężczyzną.

Rayan?
Brak ogólnego pomysłu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz