Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexandra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexandra. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2015

Od Alexandry CD Michael'a

Zmierzyłam chłopaka wzrokiem.
- Czego oczekujesz w zamian za ten sponsoring?
Poczułam, jak mimowolnie zmrużyłam oczy ze złości. Co on sobie wyobrażał?! Nie dość, że ośmielił się zniszczyć mi cennego papierosa, to jeszcze oczekiwał, że wpadnę mu w ramiona jak pierwsza lepsza dziwka! Naprawdę, wiele w życiu widziałam, ale do tej chwili miałam szczęście omijać ludzi tak aroganckich!
Mike uniósł kącik ust w uśmiechu, który do złudzenia przypominał ten, jaki przedstawia uliczny złodziejaszek zanim zwędzi ci torebkę.
- Tylko trochę towarzystwa, jestem taki samotny.
Ironia w jego głosie wywoływała nieprzyjemne skurcze w moim brzuchu. Wiem, że nie powinnam była ulegać uniesieniu, jednak mnie sprowokował. Zacisnęłam pieści, czując, że coraz słabiej nad sobą panuję.
- Towarzystwa jakiego rodzaju?
Teraz naprawdę się roześmiał, co wprawiło mnie w osłupienie. Dźwięk był czysty, delikatny... Ulotny. Nie byłam pewna, czy nie była to zapowiedź sztormu.
- Kawa, herbata...
- ...w twoim salonie, na kanapie i półnago, jak rozumiem?
Tym razem jego uśmiech nie miał w sobie nic przyjemnego.
- Preferuję całkowitą nagość.
Czyli jednak. Głodny lew i kulawa gazela.
- Nie, podziękuję. Jeśli masz ochotę na tego typu gierki, to zapraszam do któregoś z burdeli. Niemało ich w okolicy. - Nie dodałam, że większość z tych dziewcząt (a często też chłopców) była nieletnia oraz zmuszana do prostytucji, chociaż bardzo chciałam to zrobić. Ludzi takich jak Mike nie obchodził los młodych samotników, którzy najczęściej właśnie tak kończyli. Odwróciłam się tylko na pięcie i odeszłam, nie racząc go nawet spojrzeniem.
Jednak po kilku krokach usłyszałam chrzęst żwiru pod czyimiś ciężkimi butami, które bynajmniej nie należały do mnie. Zamarłam, gdy na ramię opadła mi duża dłoń. 

<Mike?>

piątek, 25 grudnia 2015

Od Alexandry

Z objęć Morfeusza wyrwał mnie głośny trzask.
Gwałtownie usiadłam, rozglądając się po moim niedużym pokoju. W mroku dostrzegłam jedynie kontury mebli, jednak wszystko było we względnym porządku.
Ponownie usłyszałam ten dźwięk i bez problemu go zlokalizowałam. Dobiegał z piwnic.
Wzdrygnęłam się, gdyż podziemia były miejscem, które szczerze nienawidziłam w naszym ogromnym, starym magazynie. Budynek z zewnątrz faktycznie wyglądał jak fabryka na skraju bankructwa, jednak od środka przypominał luksusowy burdel. W sumie... Patrząc na panienki Jasona można było nawet stwierdzić, iż był to istny dom publiczny.
Wstałam z łóżka i, stąpając cicho po podziurawionym dywanie, sięgnęłam po ubranie oraz pistolet. Tak na wszelki wypadek. Wychodząc z pomieszczenia należącego nieoficjalnie do mnie, które przypominało składzik na niepotrzebne rupiecie (wciąż od czasu do czasu znajdowałam tam zdechłe szczury), mogłam się tylko skrzywić. Metalowe drzwi jęknęły przeraźliwie, zupełnie jakby chciały poinformować cały wszechświat o mojej obecności. Walenie ustało, intruz najprawdopodobniej wstrzymywał oddech, nasłuchiwał. Zdziwiłam się, że Jason jeszcze nie wyleciał ze swoich apartamentów z karabinem w dłoni. Chociaż... Zapewne był zbyt zajęty jakąś swoją nową "koleżanką", żeby chociaż zwrócić uwagę na hałas. 
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos czyichś odległych kroków na schodach. Szybko sprawdziłam zawartość magazynku- był pełny- i wyjrzałam za barierkę. Wroga jeszcze nie było w zasięgu wzroku, więc wystawiłam nogi za balustradę i skoczyłam w ciemną otchłań, mając nadzieję, że skorzystam na czasie. Siła upadku z drugiego piętra rzuciła mnie na kolana, jednak przeturlałam się po zimnej, metalowej klatce schodowej, nie zważając na oślepiający ból w kostce i głośne chrupnięcie, które się z nim wydobyło. Z cichym stęknięciem uklękłam, strzelając w jedną z migających na czerwono lamp awaryjnych.
Rozległ się dudniący alarm, szkło poleciało na wszystkie strony, a tęgi mężczyzna padł płasko na ziemię, chroniąc głowę. Po chwili gwałtownie się podniósł i napotkał widok mojej lufy wymierzonej prosto między jego oczy.
- Co.. Ty.. Robisz?!
Jason. 
No to miałam przesrane. 
Ignorując ostry ból w kostce oraz wściekły ton mężczyzny wstałam, otrzepałam kolana i założyłam ręce, robiąc minę niewiniątka.
- Nie przyszło ci do głowy, że warto byłoby poinformować mnie o twoich nocnych przygodach, by uniknąć takich nieporozumień? Myślałam, że jesteś intruzem.
Starałam się mówić spokojnie i dawać wrażenie uległej, chociaż w środku byłam rozgrzana do czerwoności, wściekła. Jak można być tak bezmyślnym!
Jason podszedł do mnie miarowym, zdecydowanym krokiem i ujął moje ramię. Ten gest nie należał do przyjacielskich ani pojednawczych. Przez dwa lata zdążyłam się do niego przyzwyczaić, zawsze zwiastował to samo.
Kłopoty.
- Mam dla ciebie zadanie, Alex.
Jego drapieżny uśmiech przyprawiał mnie o ciarki.

~*~

Poranek był chłodny i wietrzny, słońce świeciło nisko nad horyzontem, jeszcze zaspane. Szłam naburmuszona przez coś, co kiedyś musiało być naprawdę przyzwoitym osiedlem mieszkaniowym, lecz teraz przypominało plac zabaw dla olbrzymów; sterty gruzu i wielkich kawałków betonu na wyschniętych trawnikach, zgniecione dachy domów, wielkie dziury w ulicy, wypełnione jakąś czarną mazią. Naprawdę nie chciałam wiedzieć, co to takiego mogło być.
Wiatr swobodnie przemykał pomiędzy dziurami mojej skórzanej kurtki, pod którą ukryłam kilka szeleszczących torebeczek foliowych. Nikt z miejscowych ćpunów nie zwrócił na mnie uwagi. Na szczęście. Naprawdę nie miałam ochoty na niepotrzebne awantury ani na wylądowanie ze scyzorykiem wbitym w brzuch. Jasne, miałam opylić towar, jednak zdecydowanie bardziej wolałam to zrobić po wypełnieniu pierwotnej misji- dowiedzeniu się czegoś o Crying Moon. Nie wiedziałam nawet po co. Gang o takiej nazwie nie mógł być realnym zagrożeniem.
Przynajmniej nie dla mnie.
W końcu namierzyłam mój cel- nieduży domek, pozornie niewyróżniający się z tłumu innych ruin. Jednak na ganku kręciło się dwoje młodych ludzi. Pierwszego z nim rozpoznałam bez problemu, był to Drake, chłopak, do którego lepiej było się nie zbliżać, jeśli nie miało się pod ręką scyzoryka, pistoletu... W sumie czołgu. Drugą osobą była ciemnowłosa dziewczyna.. Domyśliłam się, że to ich nowa śliczna gwiazdeczka, o której wspominał Jason. Ashley Jakaśtam.
Ciemnowłosa była rozbawiona, a może roztrzęsiona, sama nie wiedziałam. Z tej odległości niewiele było widać. Natomiast Drake wyglądał tak, jakby starał się nie rozszarpać dziewczyny gołymi rękami. Nic nowego. Po chwili jednak minął ją i zaniknął w jednej z ciasnych uliczek. 
Westchnęłam ciężko. "To będzie długi dzień".

~*~

Po kilku godzinach bezczynnego siedzenia i wypaleniu dwóch paczek papierosów tyłek miałam tak zdrętwiały, że w ogóle go nie czułam. Westchnęłam, rozzłoszczona. "Dlaczego tutaj nic się nie dzieje?!"
Jednak chwilę później z budynku wyszło dwóch mężczyzn. Nie mogłam ich zidentyfikować w panującym półmroku, jednak po dumnej postawie stwierdziłam, że to ważne szychy. Miałam ochotę się zaśmiać. Jacy idioci zostawiali w swojej siedzibie tylko Śliczną Gwiazdeczkę i Obrażonego Na Świat Mopsa? Ba, żeby było zabawniej- nawet nie zwrócili na mnie uwagi, przechodząc niedaleko. Litości. Jason chyba naprawdę chciał mnie ukarać, wysyłając na tak nudną misję.
Wyszłam zza narożnika i naciągnęłam głębiej kaptur. W jednym z okien odbijał się blask świecy, a twarz Drake'a widziałam nawet z tej odległości, chociaż obraz trochę zniekształcały mi firanki. Podeszłam bliżej, gdyż brunet wyraźnie skupił się na postaci, która wypłynęła z wnętrza domu. Chyba rozmawiali, jednak... Moją uwagę przykuła książka leżąca na stoliku do kawy i paczka miętowych papierosów. Skoro stać było ich na takie przysmaki, to musieli być albo nieźle dziani, albo komuś to zwinęli. Tę drugą opcję skreśliłam. Jeśli faktycznie buchnęliby coś ważniejszemu gangowi, byłoby po nich. Spojrzałam na ich kominek- buchał z niego jasny, radosny płomień. Skierowałam wzrok na Ashley, która była w cienkiej bluzce, więc musiało być jej ciepło. Co oznaczało, że naprawdę mieli kasę. Tylko dlaczego bogaty gang miałby mieszkać w takiej ruinie...? I jak uzbieraliby tyle tego wszystkiego, skoro, z wiadomości, które otrzymałam, liczyli sobie niewielu członków...?
Coś mi tu nie grało. Nie w całokształcie tej bandy psów, chociaż owszem, to było niepokojące, ale w tej jednej chwili. Wróciłam wzrokiem do Ashley i nagle mnie olśniło- dziewczyna stała sama, z naburmuszoną miną wpatrując się w ogień. To oznaczało, że Drake...
Coś mocno chwyciło mnie za gardło, totalnie wytrącając z równowagi. W pierwszej chwili, w szoku, próbowałam nabrać powietrza przez posiniałe wargi i drapałam dłonie mojego napastnika. Bezcelowo. Był dwa razy większy i silniejszy. Jednak po kilku przerażających sekundach wiedziałam już, co robić. 
Przestałam walczyć.
- Kim jesteś i czego chcesz? - Przycisnął mój policzek do zimnego betonu, jego głos zasyczał tuż przy moim uchu. Lekko rozluźnił uścisk.
Przybrałam opanowaną do perfekcji minę typowego ćpuna i wyszeptałam, jakbym była najbardziej niewinną istotą na świecie;
- Potrzebuję działki.
W myślach przeklinałam swoją nierozwagę.

<Drake? A może Ashley?>

sobota, 19 grudnia 2015

"Inni to bliscy zamknięci w cudzysłowie obcych imion."

Effy by MariannaInsomnia
Imię nazwisko| Alexandra Collins
Pseudonim| Powszechnie Alex. Nie stroi fochów, kiedy ludzie zwracają się do niej w ten sposób, gdyż rozumie, że ciągłe powtarzanie jej pełnego imienia może być męczące.
Motto| "Maski się zmieniają, ale twarze pod maskami pozostają te same."
Reputacja| 
Data urodzenia| 14.03.2033r. (19 lat)
Gang| Bleeding Rose. Dołączyła do niego głownie dlatego, iż nie jest głupia i wie, że na własną rękę długo by nie pociągnęła. A skoro Jason nie ma żadnych wygórowanych wymagań co do swoich "podopiecznych", to... Grzechem byłoby nie skorzystać.
Charakter| Alex to typowa, cicha obserwatorka. Chowa się w cieniu tłumu, pozwala, by jej postać zlała się z setkami amerykańskich ćpunów. Sama nigdy nie próbowała niczego poza papierosami i alkoholem. Ma nadzieję, że tak już pozostanie, bardzo boi uzależnić się od czegokolwiek, chociaż nieświadomie od dawna jest w nałogu. Stara się jak może ukrywać tamę uczuć, która od lat w niej szaleje, prosząc, by dać jej upust. Alexandra tonuje ten drugi świat wspomnień, gasi jego nieustający pożar. Czasami jednak drobne płomyki uciekają spod kontroli na powierzchnię, ukazując się w zagryzaniu warg, nawijaniu kosmyków włosów na palec, podejrzliwym zmrużeniem oczu, czy drganiem lewej powieki, gdy dziewczyna kłamie. Jeśli już przy tym jesteśmy- Alex jest największą i najbardziej przekonującą kłamczuchą na świecie, a przynajmniej ona tak uważa (ma paskudny zwyczaj przypisywania sobie wszystkiego, co najgorsze, niestety). Wprowadza nieprawdę w swoje wypowiedzi tak często, że czasami sama ma problem z odróżnieniem prawdy od kłamstwa. Zmaga się z depresją. Już dawno przestała sobie radzić sama ze sobą. Czasami chciałaby zrobić te dwa kroki ku wolności, puścić się parapetu i polecieć w nieznane, jednak wie, że za to, by ona mogła żyć, swoje istnienie oddały miliony. Smutna prawda jest rownież taka, że boi się śmierci. Nie wierzy w życie pozaziemskie, dlatego kurczowo trzyma się tego okruchu nieśmiertelności, który został jej podarowany. Nie dopuszcza do siebie myśli, że kiedy zamknie oczy, mogłaby nastąpić zupełna, gęsta i lepka od ludzkich krzyków, ciemność. Zdaje sobie sprawę, że o wiele łatwiej byłoby podkraść trochę towaru i odpłynąć w zapomnienie, gdzieś, gdzie nie ma żywych trupów chodzących po ulicach, ale... Przecież jeśli zaczęłaby ćpać, to upodobniłaby się do tych zmór. Nazwij ją tchórzem, obydwoje będziemy wiedzieć, że masz rację. Boi się śmierci, a nawet utraty kontaktu z rzeczywistością, dlatego nigdy nie podchodzi do krawędzi życia, nie próbuje zmienić swojej sytuacji. Nie myl jej pochopnych decyzji i czynów z odwagą, prędzej nazwałabym to głupotą, jednak, biorąc pod uwagę, że Alex to bardzo inteligentna osoba, można to nazwać tylko w jeden sposób; prowadzenie do autodestrukcji. Nienawidzi w sobie wszystkiego; wyglądu, charakteru, przeszłości i cienkich blizn, które jej o niej przypominają. Jak większość cierpiących duszyczek jest romantyczką, a jej sentymentalność wydaje się być przy tym wyjątkowo uciążliwa. Gromadzi wszystkie książki, zeszyty, świece zapachowe, biżuterię i nuty, jakie tylko wpadną w ręce, a to i tak dopiero początek jej długiej listy skarbów. Ma słabą pamięć, więc swoje wspomnienia kolekcjonuje w postaci zdjęć i wpisów do licznych pamiętników. Nie znosi zwierząt. To nie dlatego, że uważa je za obrzydliwe, małe demony, skąd. Chodzi raczej o to, iż w jej mniemaniu zabierają cenną dla człowieka żywność. Zapomina, że to przecież one są głównym źrodłem pożywienia. Ich również się boi, jednak co to tego ma uzasadnione powody; nieraz już się zdarzyło, że wygłodzony pies pożarł żywcem swojego pana. Instynkt przetrwania jest u niej bardzo silny. Ta cicha, pozornie spokojna istotka lgnie do każdego, przy którym czuje się choć odrobinę chroniona, bezpieczna. Jednak zanim okaże komuś pełnię zaufania może minąć sporo czasu. Jest cierpliwa, lubi powtarzać, że nigdzie jej się nie spieszy. Pozwoliła, by społeczeństwo ukształtowało z niej swojego żołnierza. Szkoda tylko, że kiedy rozdawano odwagę, ona stała w kolejce po wrażliwość.
Aparacje|
Wzrost: 162cm
Waga: 56kg
Budowa: Dziewczyna słabą psychikę wyraźnie nadrabia fizycznością, pomimo tego, iż jest dosyć drobna. Jej ciało składa się głównie ze szczupłych mięśni, których widać tylko delikatne zarysy. Najsilniejsze są u niej nogi; efekt życia w ciągłej ucieczce. Kości obojczykowe, miednicze, łopatki, a nawet nadgarstki, wyraźnie u niej odstają. Kobiecości Alex są niespecjalnie mocno zarysowane, jeśli nie liczyć sporych, zgrabnych wcięć w talii. Brzuch ma płaski, postawę prostą, choć czasami garbi się pod ciężarem swoich myśli.
Włosy: Brązowe, długie, niesforne. Kręcą się wściekle i wyginają w każdą możliwą stronę. Istna burza. Proszę, nie pytaj, co się dzieje, kiedy jest wilgotno. To upokarzające. Alex często związuje te kłaki w niedbały koczek, jednak niektóre kosmyki żyją własnym życiem i opadają przed uszami dziewczyny, nadając jej wygląd baletnicy.
Oczy: Koloru chmur burzowych, a może odległej głębi oceanu, kształtu zapożyczonego od ulicznych kociaków. Zawsze niedbale otoczone rozmazanym makijażem. Magnetyzujące.
Znaki szczególne: Tatuaż na karku;
"But I'm only human
And I bleed when I fall down."
Dłonie pianistki, blada cera, liczna biżuteria zawieszona na delikatnym ciele.
Orientacja| Hetero
Partner| Wychodzi z założenia, że osoba, która nie kocha siebie, nie ma wystarczająco miłości, by obdarować nią kogoś innego.
Historia| "Byłam sama odkąd pamiętam. Gdzieś na obrzeżach świadomości dryfuje jeszcze obraz sprzed wielu, wielu lat; brązowowłosy mężczyzna z blizną przecinającą policzek, zaciętym wyrazem twarzy, szorstkimi od ciężkiej pracy dłońmi. Nadzieja, że jednak wróci, kiedy zostawił mnie w samej piżamie przed budynkiem Sierocińca im. Krzysztofa Kolumba i odszedł. Czteroletnia wersja mnie patrzyła wtedy w ślad za nim z uśmiechem na małych usteczkach, będąc przekonana, że on przyjdzie, że to tylko zabawa, bo przecież by jej nie zostawił. Nie swojej ukochanej córeczki.
Mijały jednak dni, tygodnie, lata. Codziennie podbiegłam do okna, by przywitać tatusia, który nigdy się nie zjawił. Poparzona przez wrzątek, w którym kąpały nas opiekunki, skóra odbudowywała się na nowo, włosy, obcięte przez rzekomą wszawicę, odrastały. Nigdy nie przyszedł.
W dziesiąte urodziny, siedząc samotnie na parapecie, zaczęłam się zastanawiać, po co właściwie to robię. Zapewne po to, by przekonać samą siebie, że on jednak kocha. Że to tylko zły sen, musiał wyjechać do pracy, spędzić trochę czasu wolnego beze mnie, cokolwiek, by tylko pamiętał. Pamiętał o bezbronnym dziecku, którego serduszko wciąż wybijało rytm zgodny z jego pulsem. Rozpaczliwie szukałam odpowiedzi na to, po co karmię się tą beznadziejną nadzieją. Wiedziałam przecież, że gdyby mnie kochał, toby mnie nie oddał. 
Tak właśnie zapuściła we mnie korzenie zgniła pani o oczach tak pięknych i uwodzicielskich, ciemnych jak dwa czarne onyksy. Wdarła się po cichu przez otwarte okienko zwątpienia i usiadła na biurku, na którym kreśliłam swoje przyszłościowe plany. Zaczęła snuć tak piękne opowieści, o sprawiedliwych krainach, umiejętności lotu, bezkresnego morza uwolnionego od problemów.
Opowiadała o śmierci.
Witaj, depresjo." ~ Kartka z pamiętnika Alexandry.
Uzależnienia| Pospolita pospolitość- papierosy. Nie mogłaby bez nich żyć, bez tego chwilowego odprężenia, które daje każdy wdech dymu tytoniowego. A kiedy ono mija, to, no cóż... Otwiera kolejną paczkę. Najbardziej lubi miętowe, jednak z racji tego, iż są trudno dostępne i bardzo drogie, nawet nie próbuje prosić o nie Jasona (chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że jego byłoby na to stać). Poza tym jest uzależniona od wysiłku fizycznego; odczuwa realny ból, gdy musi siedzieć w miejscu. Tak przynajmniej uważa. Czyżby to było kolejne z jej kłamstewek...? Właśnie, czy notoryczne kłamanie można uznać za uzależnienie?
Inne| Sprzedaje dragi dla Jasona. Nienawidzi tego, lecz co miała zrobić; dopóki ona wykonuje jego zadania, on ją utrzymuje i nie zmusza do rzeczy, których za nic by nie zrobiła. Tak więc musiała przełknąć dumę i zająć się wpędzaniem ludzi w nałogi, skazując ich na powolną, bolesną śmierć.
Inne zdjęcia| --
Autor| Lilly S. Dally