Przemierzałem miasto sunąc się między czymś co kiedyś musiało być wielkimi i wspaniałymi budowlani, albo chociaż w miarę ładnymi. Teraz jednak była to jakaś porażka w której po prostu mieszkały resztki ludzi. Pogoda była wprost idealna na przechadzki. Mgła z dymem tworzyła osłonę przed gapiami i wszystkim innym, wyciągnąłem z kieszeni papierosy i odpaliłem jednego. Zaciągnąłem się by po chwili wypuścić z ust parę dymu która zmieszała się z już otaczającymi mnie oparami. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech i lekkie poczucie błogości. Wziąłem papierosa po raz drugi do ust, ale nie zaciągnąłem się ponieważ usłyszałem szczekanie psa. Odwróciłem się w jego kierunku. Zapomniałem, że wziąłem ze sobą Loki'ego. Psiak patrzył na mnie i lekko przekręcił głowę.
- Czego chcesz? - spytałem. On tylko po merdał ogonem i zaczął iść w prawą stronę. Dotarło do mnie, że zapewne chce iść do parku, nie wiem co on tam takiego widział było to tak samo zapuszczone miejsce jak całe miasto, ale chyba taka natura psa. Ruszyłem za nim wolnym krokiem co chwilę odwracał się do mnie i szczeka.
- Aleś ty nerwowy, mamy czas i tak nigdzie nam się nie spieszy - burknąłem znów biorąc papierosa do ust. Psiak i tak mnie nie zrozumiał i robił to co wcześniej, czasami był aż nazbyt denerwujący. Byliśmy w połowie drogi, gdy stwierdziłem, że skoro już jesteśmy w tej okolicy możemy zajrzeć do Andy'iego. Ostatnio biednie u mnie było z jakimkolwiek narkotykiem, więc i marihuana była dobra. Zagwizdałem by Loki poszedł za mną. Popatrzyła na mnie z urazą, ale poszedł za mną. Dotarliśmy na odpowiednią ulicę i już skierowałem się na przejście, gdy ten durny pies znów zaczął szczekać tyle, że tym razem jeszcze zaczął gdzieś biec. Odwróciłem się do niego by na niego krzyknąć, ale zobaczyłem jakąś kobietę trzymającą klucz francuski i chłopca. To na nich szczekać Loki. Ten psiak zawsze sprawia mi jakieś kłopoty teraz jednak nie mogłem go zostawić. Skierowałem się w ich kierunku. Kobieta od razu odwróciła się w moim kierunku ściskając bardziej prowizoryczną broń. Dzieciak za to zaczął uciekać. Wyciągnąłem znowu papierosa i włożyłem do ust. Potem sięgnąłem zapalniczkę.
- Nie radzę - powiedziała kobieta. Olałem to i wyciągnąłem zapalniczkę następnie odpaliłem papierosa.
- Najpierw dzieciaka straszysz teraz mnie? Jestem tylko przechodnim z głupim psem. Czym ci zagrażam skarbie?
- Czego chcesz? - spytałem. On tylko po merdał ogonem i zaczął iść w prawą stronę. Dotarło do mnie, że zapewne chce iść do parku, nie wiem co on tam takiego widział było to tak samo zapuszczone miejsce jak całe miasto, ale chyba taka natura psa. Ruszyłem za nim wolnym krokiem co chwilę odwracał się do mnie i szczeka.
- Aleś ty nerwowy, mamy czas i tak nigdzie nam się nie spieszy - burknąłem znów biorąc papierosa do ust. Psiak i tak mnie nie zrozumiał i robił to co wcześniej, czasami był aż nazbyt denerwujący. Byliśmy w połowie drogi, gdy stwierdziłem, że skoro już jesteśmy w tej okolicy możemy zajrzeć do Andy'iego. Ostatnio biednie u mnie było z jakimkolwiek narkotykiem, więc i marihuana była dobra. Zagwizdałem by Loki poszedł za mną. Popatrzyła na mnie z urazą, ale poszedł za mną. Dotarliśmy na odpowiednią ulicę i już skierowałem się na przejście, gdy ten durny pies znów zaczął szczekać tyle, że tym razem jeszcze zaczął gdzieś biec. Odwróciłem się do niego by na niego krzyknąć, ale zobaczyłem jakąś kobietę trzymającą klucz francuski i chłopca. To na nich szczekać Loki. Ten psiak zawsze sprawia mi jakieś kłopoty teraz jednak nie mogłem go zostawić. Skierowałem się w ich kierunku. Kobieta od razu odwróciła się w moim kierunku ściskając bardziej prowizoryczną broń. Dzieciak za to zaczął uciekać. Wyciągnąłem znowu papierosa i włożyłem do ust. Potem sięgnąłem zapalniczkę.
- Nie radzę - powiedziała kobieta. Olałem to i wyciągnąłem zapalniczkę następnie odpaliłem papierosa.
- Najpierw dzieciaka straszysz teraz mnie? Jestem tylko przechodnim z głupim psem. Czym ci zagrażam skarbie?
<Caroline?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz