26.12.2052 rok
Około godziny 4 rano
Pamiętam ten czas za dobrze, nigdy mu tego nie wybaczę ale on jednak się zmienił. To może i nie możliwe ale on zmienił się o całe 360 procent. Nikolas ten którego tak dobrze znałem, ten któryż tu mnie zaciągnął. Właśnie za to go nienawidzę. Popatrzyłem na niego Czy on musi tak komplikować sprawy ?! Usłyszałem Ashley... mimo iż starała się być cicho (i nawet jej to wychodziło) to ją słyszałem. Czułem że Nikolas też ją słyszy, nasza więź...zawsze czujemy to samo, mimo że tyle nas dzieli to... więcej nas łączy. Nie jestem jego zwolennikiem, nienawidzę go a on mnie wszędzie za sobą ciągnie, jak się rozdzielimy to tylko stajemy się słabi... dobra nie do końca tak jest, nie mogę się okłamywać że aż tak jest źle... NIE TO NIE TAK DZIAŁA !! To działa tylko kiedy nie widzimy się więcej niż tydzień, nie musimy uścisnąć sobie ręki wystarczy krótkie spojrzenie by "naładować" nas energią która pozwala nam na wiele. Jednak mi to do życia nie było nigdy potrzebne w przeciwieństwie do Nikolasa któremu to ważyło nad życiem. Dziewczyna wyszła z mojej starej sypialni (lubiłem się kiedyś rządzić co przeszkadzało co po niektórym... mam na myśli Drew'a) i spojrzała na Nikolasa, na mnie nie i to dla niej dobrze. Usłyszałem ciche skrzypienie drzwi wyjściowych. Ona chce umrzeć... może i dobrze będzie jeden problem mniej na tym zasranym świecie. Nikolas i jego przekleństwo... co za imbecyl z niego. Wcisnąłem głowę w poduszkę i stłumiłem tym przekleństwo które wyrwało mi się nie raz ale tym razem głośniej i groźniej. Podniosłem głowę a jego ubawione brązowe oczy patrzyły na mnie, i po cichu się nabijały ze mnie. Wiedziałem że nie śpi już wcześniej...
-Czego się parzysz ?! - Nie patrzyłem nigdy na formalności i to nawet kiedy się poznaliśmy, to długa historia która ma dużo krwawych plam.
-Wyszła ? -Wiedziałem że chce dodać jeszcze coś do tego ale przewróciłem oczami, a on wiedział że sam sobie dopowiem resztę.
-Tak... ja nie wiem jak mogliście ją przyjąć... cho*lera przecież ona chce się zabić albo co ? Już nie wspominając że właśnie nas osłabiłeś czy od tego nie są te babki z Fighting Tigress ? Jesteś naprawdę popieprzony. Wiesz że gdybym mógł bym was zostawił ! -To istne piekło nie czuje się tu dobrze zresztą jak zawsze i prawie wszędzie... jedyne miejsce w którym dobrze się czuję to obrzeża lasu, mało osób tam zagląda więc jest spokojnie. Musiałam mu to wygarnąć on naprawdę nie zdaje sobie sprawy z ryzyka tego co może się stać z dziewczyną w naszym gangu. Może i najgorsi nie jesteśmy ale bez przesady też nie opływamy w jakąś wielką sławę. Spojrzałem na Drewa który lekko skrzywił minę co znaczyło że pawie go obudziłem a raczej teraz najlepszym wyjściem by nie było go budzić. Niech Nikolas zajmie się tym idiotą... ja poszukam księżniczki - Pójdę po nią ale wiedz że nie będę jej pilnować - Przygotowałem się do wyjścia i to nie jakoś specjalnie mogłem się przebrać przeczesać włosy itp. ale nie chciałem tracić czasu na takie pierdoły mimo to iż i tak zawsze wyglądam tak samo... Wolnym krokiem ale takim tylko dlatego żeby Niko się na mnie wkurzył poszedłem w stronę frontowych drzwi. Czułem że parzy na mnie i każe mi iść szybciej żebym mu tylko stracił się z oczu... i niemal czuję jak jego wzrok wrzeszczy że porozmawiamy później. Wyszedłem ale nie miałem zamiaru ganiać za dziewczyną więc stanąłem na ganku który wyglądał jakby miał zaraz się zawalić... oparłem się o ścianę z której tynk natychmiast spadł mi na głowę. Kilku ludzi zaczęło mnie denerwować jak po półgodzinie dalej na mnie patrzyli z dziwnymi uśmieszkami ale bali się odejść. Właśnie oderwałem się od ściany i miałem ich lekko postraszyć kiedy Ashley pojawiła się w zasięgu mojego wzroku. Przewróciłem oczami, wiedziałem że teraz będę musiał zrezygnować z ponękania tych dziwnych ludzi.
Cześć! - dziewczyna prawie wskoczyła na ganek który pod jej stopami za skrzypiał a potem pojawiła się w strefie "niebezpiecznego zbliżenia do mojej osoby" przez co odsunąłem się i walnąłem plecami o ścianę. Poczułem zimno ściany i lekki ciężar tynku który znów zaczął mi spadać na głowę. Usłyszałem syknięcie Nikolasa aż tu i to mnie wręcz rozśmieszyło. Lekko drgnąłem i poczułem nowe źródło osoby która mnie obserwuje. Spojrzałem w jej kierunku (brązowe włosy, niebieskie oczy które wydają się aż krzyczeć że nie jest kolejną ćpunką) Wróciłem szubko do Ashley dla której były to sekundy... ("czasami masz tak że czas zatrzymuje się w miejscu a ty możesz spokojnie rozejrzeć się i wybrać dobrą drogę" często tak mam więc dla mnie to nic wielkiego ) Spostrzegłem że mimo wszystko jest blisko... więc wrzasnąłem na nią
- Życie ci nie miłe. -Albo ludzie ją zabiją albo ja ukatrupię własnymi rękami.
- Co? -ona jest naprawdę taką idiotką czy mi się tylko wydaje...
- Po co wyłazisz na ulice damulko?
- Nie jestem żadna damulką. Po za tym umiem o siebie zadbać. - Ha ona ? Na prawdę ona ? Ledwo co powstrzymałem śmiech. Ta biedna mała duszyczka potrafiła o siebie zadbać aż zrobiło mi się jej żal. Dziewczyna pewnie była przekonana że potrafi o siebie zadbać i dołączyła do nas zamiast do Fighting Tigress to już jest totalna porażka te dziewczyny są naprawdę nie najgorsze widziałem niektórych samotników którym przydałoby się dołączyć do jednego z gangów. Ci ludzie nie mają mózgu we łbie czy co... ale wracając do dziewczyny która chyba miała na imię Ashley to nie pomyślała żeby mnie minąć i pójść do domu, westchnąłem i powoli powiedziałem tak żeby zrozumiała
-Idź do tej - wskazałem na budynek - ruiny domu, tam jest bezpiecznie... chwilowo -odepchnąłem się od ściany i ominąłem ją. Nie miałem zamiaru wracać... chciałem się przejść po za tym muszę znaleźć Jeana. Będzie na skraju...
Ten sam dzień
Coś koło 10 rano
Patrzyłem na widok który nigdy nikomu się nie znudzi, całkowicie zniszczone miasto i kilku dosłownie trzy czy cztery osoby szwendające się po nim. Jean.. gdzie on jest ?
-As... mam dla ciebie coś -to był głos Jeana... a As to moje przezwisko które znają tylko dobrzy znajomi... włączając Nikolasa przed którym trudno cokolwiek ukryć.
-Gdzie idziemy tym razem ? -powiedziałem to zanim się obróciłem. Jean to jedyna osoba której mogę wierzyć ale zbyt łatwo mogę go rozszyfrować. -Nie ma z tobą żadnej zabawy Jeanie... nigdy się nie zmieniasz.-Wiedziałem że jak trochę go pod denerwuje to może nawet sobie powalczymy na sztylety. Westchnął i powiedział pełen opanowania
-W przeciwieństwie do ciebie...
-Ty przynajmniej się w spinałeś o własnych siłach i doszedłeś na szczyt a ja... ja nie ja do cholery miałem ułatwienie (które i tak mało mi daje ) a i tak jestem dwa piętra niżej, masz swój bar... handlujesz narkotykami masz wpływy a ja ? Jestem w gangu i to i tak mało ważny jestem tak bo inaczej Nikolas by upadł -koniec zdania powiedziałem tak cicho że sam sobie z tym nie poradziłem... zawsze tak było. Mimo iż to mnie się bano najbardziej to Nikolasa chwaliło i mówiono że u niego jestem ja i do niego lgnę... ale najgorsze jest to iż nie mam jak zarobić na dobrą broń bez pomocy Jeana który zazwyczaj daje mi jakieś zlecenia (nie jest jakiś specjalnie silny ale jako przywódca nie musi być taki ) -Przystanek na dziś to bar ? Rozumiem ? -Jean jak zawsze opanowany tym razem patrzył na mnie z ukosu i tylko lekko pokiwał głową. Był znany z bogactwa ale i dobrej strategi obronnej więc nikt nawet nie próbował go zabić... po za tym jak słyszą że jestem jego znajomym to tylko portkami trzęsą.
~~ Bar "Extermination Time" ~~
Usiadłem na barze i patrzyłem jak Jean (to jego przezwisko) nalewa do kieliszków trochę whisky.
-To dla ciebie -powiedział i podał mi trzy kieszonkowe torebki. Wiedziałem co w nich jest i to za dobrze, a i Roo prosił o przekazanie ci tego... wyciągnął z szuflady sztylet który musiał sporo kosztować -Dlaczego... Roo przecież nigdy mnie nie lubił, o co mu chodzi ? Wziąłem to od niego i pochowałem. sztylet włożyłem do osłonki gdzie miałem miejsce na jeszcze jeden (mam już dwa). A w kieszeni spodni mam pistolet z pełnym kalibrem. Ale koniec rozmyślania nad tym muszę się skupić... przecież Roo nigdy by nic nie dał za darmo.
-Czego Roo chce ode mnie ?
Dalej ten dzień
Godzina 13:13 (czas wybuchu wojny xD żart)
Dowiedziałem się tego co chciałem... chyba. Więc spokojnie wróciłem do domku w którym mieszkałem... co prawda podobno stać jest nas na lepszy dom ale po co już i tak podobno mieszkamy nie najgorzej. Dla mnie to jest porażka bo wychowałem się w nijakiej rodzinie (rodzinie nazywanej tytułem upadłych królów) która była hmm... bardziej przyzwyczajona do luksusów. Kiedy zobaczyłem mój stary budynek mieszkalny aż żołądek skręcił mi się. Nie była to totalna ruina... w przeciwieństwie całego miasta to właśnie ten budynek miał pozostać aby wszyscy widzieli wielką klęskę mojego rodu. Roo, Jean, Gin, An i ja jesteśmy prawdo podobnie ostatni z rodu szlacheckiego ale jakoś nad tym nie ubolewam za specjalnie... tylko dziękuję dziadkowie że nauczył mnie walczyć tak dobrze jak tylko się da. Nikolas w mojej przeszłości grał ważną osobę bo... zobaczyłem Roo krzątającego się za jednym z okien... czy to możliwe że on posiadł ten teren bez żadnych
ograniczeń ? Słyszałem że ma swój gang który jest w najlepszej trójce czy coś takiego ale bez przesady... Spostrzegł mnie szybciej niż mogłem się spodziewać. Jego wyraz twarzy najpierw lekko złagodniał ale potem przybrał dziwną maskę i skierował się ku wyjściu. Zanim zdążyłem odskoczyć koło mnie przeleciał miecz który miał mnie co prawda tylko wystraszyć
-Chris... Cholera jasna nie strasz go !! To mój... znajomy -jego głos prawie chciał się wydać ale nie możemy ryzykować że wyda się nasze pochodzenie tylko sześć osób wie kim jestem i tylko oni mogą to wiedzieć. Skinąłem głową i westchnąłem. Roo podszedł do mnie i szepnął
-Słyszałem niemiłe wieści od Jeana... Ann chce cię widzieć jest trochę roztrzęsiona po tym jak zabito na jej oczach koło dwudziestu jej sprzymierzeńców... za to Gin'a nie widziałem... mówią że żyje dość dobrze
-Lepiej od ciebie chyba żadne z nas się nie ma -powiedziałem żałośnie Roo to mój starszy brat ale nie jest pierworodny... matka zdradziła ojca i skończyło się jak skończyło. -Spotkajmy się za osiem dni w Dann Lokki Death... ta dzielnica jest przez nikogo nie zamieszkała tylko z powodu ni jakiego dziwnego bez urazu wszyscy myślą że to nie jest przypadek i mieszka tam jakiś mag... brednie. A tak przy okazji dzięki za sztylet wygląda niesamowicie...
-Tia nie ma za co... mam kilku rzemieślników i wykuli mi sześć egzemplarzy
-Po co sześć ?
-Niko dostanie ale jemu muszę dać go osobiście
-Dobra nie będę się wtrącał w wasze sprawy już i tak muszę się z nim szwendać
-Do zobaczenia w DLD
-Pa... -przybrałem swój uśmiech który wygląda na milusieńki ale kryje się za nim mój charakter le a arogant i cham... muszę dotrzeć do domu zanim Drew i Nikolas wyjdą przecież Dama (księżniczka focha i nędzy ) sobie nie poradzi sama... jeszcze rozwali nam tę nędzną chatę. Wyszedłem na naszą ulicę... było jak zawsze cicho i jeden z moich ukochanych dwóch ćpunów. Wyciągnąłem papierosa który był "wyższą formą luksusu" dla wszystkich ale jak dla mnie to to żaden luksus ani drogie ani dobre... zapaliłem i jak najbliżej niego przeszedłem... prawie na niego chuchnąłem. Chciałem go zaczepić chciałem powalczyć ale nie dziś, niestety muszę dziś przemyśleć kilka spraw rodzinnych. Zrobiłem mu ochoty i prawie na mnie skoczył gdyby nie to że nawet na nogach nie ustał. Wszedłem na ganek i szybko wszedłem do domku.
Dzień bez zmiany
Godzina 18:10 (ciemno wszędzie, głucho wszędzie co to będzie.. )
-Pa pa Niko życzę abyś umarł -powiedziałem z swoim naturalnym uśmiechem. Niko wybuchnął śmiechem... jak zawsze. Spojrzałem na Ashley która coś szkicowała na ostatku kratki. Po godzinie praktycznie nic nie robienia usłyszałem łoskot za drzwiami ale to nie był wiatr to był człowiek. Najpierw dałem popatrzeć mu przez okno ale potem powiedziałem Ashley co ma robić (bo biedactwo samo się nie skapnie). Bezgłośnie wyszedłem kiedy ona.. .dziewczyna która już rano widziałem patrzyła na wyposażenie domu. Zablokowałem ją ale ona zaczęła walczyć... tak ona nie jest pod rzędnym ćpunem. Po kilku dosłownie minutach przywarła głową do betonu i przestała walczyć... ona się ani nie zmęczyła anie nie poddała... ona chce się o nas czegoś dowiedzieć... czyżby była z... "bledding Rose" ? Te imbecyle, małpy... znów starają się nas dopaść a już myślałem że ten debil się poddał. Zacząłem od mojego bardzo, bardzo miłego tonu w stylu nie dam Ci mnie okłamać...
- Kim jesteś i czego chcesz? - Żeby nie było że ją rozszyfrowałem to musiałem to powiedzieć... lekko poluźniłem z nadzieją że może jednak kogoś będę mógł dziś pobić... ale ona nic. Jej oczy lekko się rozszerzyły i prawie wyglądała jakby się naćpała innych by może oszukała ale nie mnie.
- Potrzebuję działki.- Wybuchłem śmiechem który powiedział jej wprost że ta wymówka jest słaba
-A więc B-R nic się nie zmieniło... dziwne tylko że nie jesteś szczupłą blondyneczką -Na zewnątrz wyskoczyła Ashley... z czymś w stylu sztyletu.
-Czego chcesz... się dowiedzieć... ? Dowiedź się od tego twojego "przywódcy" albo innych gangów ale do nas się nie zbliżaj... nie pochlebiam kobiet z burdeli -uśmiechnąłem się lekko po czym powiedziałem ostro - czego chce od nas... ten idiota i dlaczego sam nie przyjdzie ? -cisz... ciekawa istota ale naprawdę wkurzająca. Wyciągnąłem sztylet i zamachałem się na nią nim. - Jak czegoś nie przyniesiesz albo się nie dowiesz masz karę śmiertelną od niego ? Jeśli tak to ja już mogę cię z chęcią zabić.... albo nie wolę walczyć albo chodziarz trochę poznęcać się nad swoją ofiarą.... pewnie coś o mnie słyszałaś... łatwo mnie oszukać jest trudno... wiesz widziałem cię -powiedziałem i usiadłem na niej tak żeby nie podniosła się wydała z siebie lekki syk. - Rano przyglądałaś się a ja uchwyciłem twoje spojrzenie... -przejechałem sztyletem po jej plecach, dziewczyna wiedziała że jak się ruszy to będę agresywniejszy a jak będzie tak leżała to przestanę bo mnie to nudzi, wydaje się mieć szczątki rozumu przeciwnie co do Ashley -powiedź coś alb zapytaj może ci odpowiem... a jakby co to nie nie będę chodzić z tobą i nie nie dołączę do waszego burdelu
Alex ?
(mam nadzieję że nie przesadziłam... ale jakoś tak mi poszło pisanie a i moja postać jest dość wredna i chamska więc nie siekajcie się o to że wszystkich wyzywam )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz